RSS
niedziela, 13 czerwca 2010
Słabo, coraz słabiej

Podobno najwięcej małżeństw (albo przynajmniej bardzo dużo) rozpada się w pierwszym roku życia dziecka. Krasnal ma już 9 miesięcy, a u nas jest słabo. Sama już nie wiem, czy to przedłużająca się depresja, ktróra każe mi wszystko widziec w ciemnych barwach, czy rzeczywiście to chodzi o nas. A najgorsze jest chyba to uczucie, że nic mnie już w życiu nie czeka. Skąd się to bierze? jak sobie z tym radzić? Chciałabym znowu mieć 20 lat i wszystko przed sobą, być może dokonałabym innych wyborów. Tylko, że to niemożliwe. Czy jestem nienormalna, czy to się przydarza innym matkom też? I co zrobić, żeby poczuć się lepiej?

niedziela, 20 grudnia 2009
Przetrwać laktacyjny kryzys...

Zwątpienie jest podstępne, przychodzi nagle i atakuje znienacka właśnie wtedy, gdy wydaje się, że wszystko zaczyna się układać...

Od tygodnia, czy nawet dłużej pracowałam z Krasnalem nad butelką. Jak to brzmi - "pracowałam z Krasnalem".. :)) Ale tak to właśnie wyglądało. Ponieważ uznałam, że Krasnal powinien nauczyć się jeść z butelki, konsekwentnie starałam się podawać mu modyfikowane mleko, zwykle raz dziennie. Na poczatku szło nam bardzo opornie, Krasnal strasznie protestował, ale powoli, powoli było coraz lepiej, aż w końcu udało mu się zjeść całą porcję, czyli ok 120 ml. Ogłosiłam sukces!

Zauważyłam jednak, że coś niedobrego dzieje się z moim pokarmem. A dokładnie, że mam go jakoś mało, coraz mniej. A wiedziałam o tym stąd, że po nakarmieniu Krasnala butelką nie udawało mi się odciągnąć pełnej porcji, czyli ok 100 ml, lecz tylko 60-70 ml. Zaczęłam się trochę niepokoić...

Krasnal był coraz bardziej niespokojny, nie chciał spać w swoich normalnych porach, cały czas marudził. Nie wiedziałam, czy był głodny, czy może to dlatego, że z powodu silnego mrozu przez 2 dni nie był wystawiany na balkon.

W końcu naprawdę się przestraszyłam. Któregoś dnia po podaniu Krasnalowi butelki udało mi sie odciągnąć zaledwie kilka kropli mleka. To już było naprawdę niedobrze. Tato Krasnala poszedł natychmiast po herbatkę na pobudzenie laktacji, a ja zaczęłam pić - woda, herbata, melisa, wino. To wszystko podobno pomaga przy problemach laktacyjnych. W ruch poszedł Internet i zaczęło się wyszukiwanie informacji na temat "kryzysów laktacyjnych", ich przyczyn i środków zaradczych. I co? I nic, podobno to się zdarza. Podobno nie można się poddawać, tylko jak najczęściej przystawiać dziecko do piersi, więcej pić i nie stresować się. Jasne - nie stersować się. Zwłaszcza wtedy, gdy dziecko cały czas marudzi, bo jest głodne, a dokarmianie butelką jest raczej niewskazane, lepiej, żeby dziecko cały czas ssało pierś. Matko!

To już chyba trzeci lub czwarty dzień, jak walczę z kryzysem laktacyjnym. Wydaje się, że chyba coś się tam ruszyło i pokarmu jest trochę więcej. Mam nadzieję, że jednak laktacja wróci i będę mogła dalej normalnie karmić Krasnala piersią, nie chcę rezygnować po 4 miesiącach. Cały czas dużo piję, między innymi te herbatki laktacyjne, zresztą paskudne w smaku. Nie poddaję się, mimo, że co jakiś czas ogarnia mnie zwątpienie i chęć, żeby rzucić to wszystko w diabły. Tylko, że nie da się rzucić. Niestety, jestem chyba zbyt odpowiedzialna...

Ps. A Krasnal znowu śpi na balkonie. Pomimo mrozu. W Internecie znalazłam świetne powiedzenie - nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania. Słusznie.

czwartek, 17 grudnia 2009
Odrobina zdrowego rozsądku

Podobno przy trzecim dziecku człowiek przestaje sie przejmowacć drobiazgami. Pewnie nawet już przy drugim jest nieco mniej wrażliwy. Kolega, który ma trójkę powiedział do mnie niedawno: przy pierwszym zrywaliśmy sie z żoną na każdy szelest, teraz wstajemy dopiero jak naprawdę zaczną krzyczeć...

Zabraliśmy Krasnala do lekarki na wizytę kontrolną i szczepienie. Krasnal zachowywał się bardzo grzecznie, chociaż odmówił pochwalenia się, jak ładnie i wysoko potrafi podnieść główkę leżąc na brzuszku. Nie chciał też podnieść główki przyciągany za rączki. Rzeczywiście nigdy wcześniej z nim tego nie ćwiczyliśmy. Lekarka zaleciła wobec tego wizytę u teapeuty, stwierdziła bowiem, że w wieku 3,5 miesiąca Krasnal powinien mieć tę umiejętność. Trochę się zdziwiłam, bo według książki, którą się posiłkuję (Pierwszy rok życia dziecka) takie podciąganie główki następuje dopiero po skończeniu czwartego miesiąca. Poza tym Krasnal przybrał jedynie kilogram od ostatniej wizyty - jeszcze w normie, ale w dolnej granicy. Mamy więc także skierowanie na morfologię... Znowu trzeba będzie kłuć Krasnala, ale trudno, może rzeczywiście ma czegoś za mało lub za dużo, może warto to sprawdzić. I może rzeczywiście powinien ważyć trochę więcej i mieć chociaż kilka wałeczków. Bo Krasnal rośnie jak na drożdżach ale raczej wzdłuż, nie wszerz i wałeczka nie ma ani jednego. Tym niemniej jest wesołym i słodkim bobasem z czarującym uśmiechem i wcale nie widać, żeby mu czegoś brakowało. Ale morfologię zrobimy.

Natomiast na moją nieśmiałą uwage, że może warto by było poradzić się terapeuty (zgodnie z zaleceniem lekarki) Tato Krasnala mnie pogonił. To znaczy stwierdził, że może bez histerii. Jeśli nie nauczy się trzymać główki podczas podciągania przez 2 tygodnie to odwiedzimy terapeutę. Krasnalowi wystarczyły 2 dni... Po tym czasie zaczął pięknie podnosić główkę ciesząc się przy tym niezmiernie. Dla niego to świetna zabawa. Odwiedzin u terapeuty nie będzie.

Jaki z tego morał? Chyba taki, że nie należy przesadzać w dopatrywaniu się nieprawidłowości w rozwoju niemowlaczka i doszukiwać się problemów. Zdrowe dzieci rozwijają się w różnym tempie jedne trochę szybciej inne wolniej, i wcale nie znaczy to, że coś im dolega, po prostu zwyczajnie "tak mają". I ja niby to wiem, ale i tak zdarza mi się przejmować może ciut za bardzo.

Dobrze, że jest Tato Krasnala. Przyda się odrobina zdrowego rozsądku.


niedziela, 13 grudnia 2009
Butelkowe przepychanki

No to się załatwiłam! A przecież działałam w dobrej wierze. Zupełnie nie przypuszczałam, że coś takiego może się zdarzyć, na odwrót - owszem - dużo o tym słyszałam, ale żeby w tę stronę... No to klops!

Krasnal nie chce jeść z butelki! Płacze, wypluwa mleko, momentami wręcz dostaje histerii. Czasem, z wielkim trudem udaje mi się namówić go do wypicia małej porcji, ale on powiniem jeść zdecydowanie więcej.

Jak to się stało? Przecież jeszcze nie tak dawno jadł z butelki bez problemu. Ale najprawdopodobniej za rzadko karmiłam go w ten sposób. I nagle za którymś razem, kiedy wyszłam coś załatwić, okazało się, że tato Krasnala za nic nie jest w stanie namówić go do wypicia przygotowanego mleka.

Od tego czasu minęło już kilka tygodni. Próbujemy walczyć z Krasnalem i jednak namówić go do tego, żeby zechciał jeść z butelki. Zmieniliśmy mleko, zmienialiśmy butelki i smoczki, niestety nie działa. Stosowaliśmy tez sztuczki polegające na próbach zabawienia Krasnala śpiewaniem, tańczeniem, dzwonkami telefonu komórkowego. Owszem czasem, jak się bardzo zapomni troche zje, ale niezbyt dużo.

Tym sposobem sama uziemiłam się w domu. Wyjście na dłużej niż 3 godziny bez Krasnala stanowi problem - bo jak go nakarmić?? Nie mówiąc już o sytuacji, kiedy nie można karmić piersią choćby ze względu na gorączkę.

Chciałabym zaznaczyć, że nie miałam pojęcia, iż dzieci mogą odmawiać jedzenia z butelki. Owszem słyszałam bardzo dużo, że dziecko może odmówić ssania piersi, gdy za bardzo przyzwyczai się do butelkowego smoczka. Dlaczego nikt nie mówi o tej drugiej stronie? Gdybym o tym wiedziała, pilnowałabym, żeby karmić Krasnala butelką trochę wcześniej.

Nie wiem, czy da się to odwrócić. Cały czas jednak nie rezygnuję, bo naprawdę trzeba czasem wyjść gdzieś i nie martwić się, że za moment dziecko zacznie płakac z głodu.

Dwa słowa na temat terroru laktacyjnego panującego w naszym kraju - dlaczego nikt nie mówi, że to może powodować także problemy? Dlaczego zawsze wszystko musi być doprowadzone do skrajności? Nie kwestionuję tego, że naturalny pokarm jest dla dziecka lepszy, zgadzam się z tym i karmię od początku. Ale byłoby fajnie, gdyby ktoś - chociażby w szkole rodzenia - powiedział, żeby uważać, bo mogą pojawić się taki, czy inne komplikacje. Np. takie, że dziecko może odmówić mleka podanego z butelki. Oczywiście na ten temat ani słowa, dopiero teraz czytam na forach, że to wcale nie jest rzadki problem.

Trudno, najważniejsze to się nie poddawać.

Howgh

środa, 09 grudnia 2009
Krasnal w kinie?

Multikino realizuje ciekawą inicjatywę - Multibabykino. Czyli można pójść do kina z dzieckiem - podobno nawet w wieku Krasnala - i obejrzeć film. Podobno można tam spokojnie karmić i przewinąć dziecko - są specjalne miejsca, zostawić w przechowalni wózek, no i dobrze się bawić... Czy rzeczywiście? Nie wiem, czy naprawdę uda mi się obejrzeć jakiś film w towarzystwie płaczących (maluchy) i biegających (trochę starsze) dzieci.

Atmosfera ma być przyjazna - czyli można spotkać tam inne kobiety z dziećmi i powymieniać doświadczenia, itd... No ale, czy przy takiej wymianie doświadczeń można też jeszcze oglądać film, a przy okazji nie przeszkadzac innym oglądającym?

No cóż - mam wątpliwości. Ale postanowiłam je wyjaśnić, bo może okaże się, że zupełnie niepotrzebnie szukam dziury w całym? Może po prostu czepiam się? W sumie mam nadzieję, że okaże się, że tak, bo...

...tak naprawdę uważam, że to świetna inicjatywa i powinno być takich więcej - jak najwięcej miejsc, do których można pójśc z dzieckiem, wiedząc, że nikomu się nie przeszkadza, miejsc dla rodziców z dziećmi. Czasy, kiedy matki musiały siedzieć zamknięte z dziećmi w domu na szczęście już minęły i tak naprawdę jest to baaardzo duży rynek na którym jest jeszcze sporo miejsca dla dostawców towarów i usług. Zresztą chyba usług przede wszystkim, bo towarów jest już jednak w bród.

A więc postanowiłam wybrać się z Krasnalem do kina, zobaczymy. Może Krasnalowi się spodoba i będziemy tam częstymi gośćmi? :) W codziennej rutynie taka odmiana jest bardzo wskazana.

 

Ps. Dziś grają 2012 - dobra, może w przyszłym tygodniu...

wtorek, 08 grudnia 2009
Błogosławiony balkon

Patrzę przez okno - ohyda! Mżawka, do tego wiatr i jakieś 3 stopnie. No i wyjdź tu na obowiązkowy spacer - przecież Krasnal potrzebuje świeżego powietrza! Niby ja też bym go potrzebowała, ale chyba nie aż tak bardzo, a poza tym od jaiegoś czasu mogę jednak sama stanowić o sobie i zdecydować, czy to powietrze jest mi rzeczywiście tak potrzebne. Zresztą co to za przyjemność łazić po osiedlu i modlić się, żeby wiatr głowy nie urwał.

I tu włąśnie przydaje się ten najwspanialszy wynalazek ludzkości - BALKON! Gdy nadchodzi odpowiednia pora Krasnal ubrany w kurteczkę, czapeczkę, spodenki, włożony do śpiworka czekającego już w gondoli zostaje wystawiony za drzwi balkonowe i potrzebuje jakichś pięciu minut, aby ułożyć się do snu i zasnąć.

Krasnal śpi na balkonie spokojnie, bez zakłóceń około 2 godziny. Spałby pewnie dłużej, ale zbliża się pora karmienia, a ważne są przecież regularne posiłki. A jego szczęśliwa mama pisze te słowa lub czyta książkę obserwując jednocześnie drzwi balkonowe za którymi śpi osłonięty od wiatru, opatulony kocykami mały Krasnoludek. On chyba też to lubi.

Zawsze lubiłam balkony. Spędzałam na nich czas pijąc wino i słuchając muzyki, obserwując jak zmienia się miasto w zapadającym zmierzchu. Teraz balkon stał się jednym z moich najlepszych przyjaciół obok leżaczka bujaczka, karuzeli i kilku kolorowych smoczków. Czekam na czas, kiedy znów będę o zmierzchu samotnie wychodzić na zewnątrz. Prawie na zewnątrz - na balkon.

środa, 25 listopada 2009
Kolorowy terror płci

Kupiłam Krasnalowi różowe śpioszki. Celowo w  kolorze ponoć zarezerwowanym dla dziewczynek. Postanowiłam zaprotestować przeciwko terrorowi, który każe ubierać chłopców w ubranka niebieskie, a dziewczynki w różowe.

Znajomi, którzy oczekują córeczki popadli w różowe szaleństwo. Tam wszystko jest w różu, nie wiem jak oni to znoszą. Kupiłam dla dziewczynki zielony dresik, aby przełamać róż. Zdaje się, że się udało i zielony został dopisany do palety kolorów dla dziewczynek.

Krasnal bardzo ładnie wygląda w swoich różowych śpioszkach. Ma jeszcze ubranka niebieskie (chłopcy - obowiązkowo!), zielone, żółte i różne inne. Jemu raczej nie sprawia to jeszcze wielkiej różnicy, podejrzewam, że zależy mu jedynie na wygodzie, no i na tym, aby było mu ciepło. To zwykle rodzice szaleją na punkcie ślicznych ubranek w odpowiednim kolorze, słodkich mebelków i innych dizajnerskich gadżetów, np. wózków.

Od małego wtłaczamy dzieciom do głowy klisze.

Kupiłam Krasnalowi różowe śpioszki - stereotypy precz!

wtorek, 24 listopada 2009
Królu mój, ty śpij...

Ty śpij, a ja...

Nie będę dzisiaj spał

Kiedyś tam będziesz miał dorosłą duszę

Kiedyś tam, kiedys tam...

Ale dziś jesteś mały jak okruszek

Który los rzucił nam

Kiedyś tam będziesz spodnie miał na szelkach

Kiedyś tam, kiedys tam...

Ale dziś jesteś mały jak muszelka

Którą los rzucił nam

 

Kołysanka dla Krasnala

Piękna muzyka i śpiew Magdy Umer i Grzegorza Turnaua

 

 

 

piątek, 20 listopada 2009
Fasolki rządzą

Odkrycie ostatnich dni - niezapomniane Fasolki! Pamiętcie Ogórka, Zuzię, lalkę niedużą, Zielone Włosy, Zielone Ludki?? Włączam płytkę i śpiewam razem z Fasolkami, bo okazuje się, że pamietam większość tekstów piosenek. A Krasnal słucha i śmieje się - próbuje śpiewać ze mną. Na razie tylko otwiera buzię i rusza językiem, bo pewnie wydaje mu się, że w ten sposób uda mu się wydać z siebie jakiś dźwięk. I rzeczywiście czasem udaje mu się powiedzieć coś, co przypomina głośne "guuuuuu".

Fasolki są świetne, w sam raz do zabawy z Krasnalem. Nie wiem, czy podoba mu się melodia, za to na pewno radość sprawia mu widok mnie śpiewającej te piosenki. I to, że może próbować mówić, zawsze cieszy się, jak uda mu się powiedzieć to jego "guuuuu".

W kolejce czekają Kołysanki Grzegorza Turnaua i Magdy Umer. Czuję, że Krasnal je też polubi :)

czwartek, 19 listopada 2009
Krasnale też chorują...

Krasnal wymiotował. Ponieważ ja musiałam wyjść i załatwić kilka spraw tato Krasnala nakarmił go mlekiem modyfikowanym, które kupiliśmy na takie właśnie wypadki. Krasnal już kilka razy miał okazję spróbować tego mleka i nigdy nic mu nie było. Tym razem jednak nie czuł się dobrze.

Zauważyłam, że jest trochę nieswój, gdy wróciłam do domu, nie był tak żywy, jak zawsze, ale ponieważ dopiero się obudził, więc sądziłam, że to z tego powodu. Nakarmiłam go już normalnie - jadł, ale tak dziwinie, powoli, był trochę osowiały. Nie podejrzewałam jeszcze niczego. Odłożyłam go do łóżeczka, myślałam, że będzie spał. Nagle usłyszałam jakiś odgłos, podbiegłam do łóżeczka i zobaczyłam, że Krasnal ma całe mokre ubranko, bardzo zwymiotował. Nie wiedziałam, co robić, przeraziłam się. Zadzwoniłam do położnej - świetna kobieta - która kazała mi poczekać i obserwować, czy będzie dalej wymiotował, czy się raczej uspokoi. W razie wymiotów mieliśmy jechać do szpitala.

Spędziłam przy łóżeczku Krasnala kilka godzin patrząc na niego cały czas, w gotowości do działania, gdyby coś się działo. Krasnal leżał sobie po cichu, czasem spoglądał na mnie próbując się słabo uśmiechnąć. Był osłabiony. Na szczęście nic więcej się nie stało, Krasnal powoli wracał do siebie. Zasnął, a następnego dnia był już całkowicie sobą.

Teraz wiem, co czują rodzice czuwający przy łóżeczkach swoich chorych dzieci.

środa, 18 listopada 2009
Język niemowląt

Niemowlęta potarfią mówić? Niezupełnie, ale potrafią się porozumiewać...

Dzieci posługują się swoim własnym językiem, na który składają się gesty, dźwięki, w tym różne rodzaje płaczu. Potrzeby mienowlęcia nie są zbyt skomplikowane i okazuje się, że dzięki obserwacji malucha można sporo wywnioskować.

No, ale nie odkryłam tego sama. Pomogła mi książka "Język niemowląt" autorstwa Tracy Hogg, która wiele lat zawodowo zajmowała się opieką nad maleńkimi dziećmi, także noworodkami. Książka pokazuje jak łatwo, mimo najlepszych chęci, można zagubić się w nowym świecie nagle zdominowanym przez małego kosmitę. Po kilku tygodniach bezustannej opieki, karmienia, noszenia na rękach podczas bezsennych nocy, itd nagle może sie okazać, że jesteśmy wypaleni sfrustrowani, nie mamy na nic siły.

Trudno się dziwić - często nie zdajemy sobie sprawy, że to, co robimy w najlepszej wierze utrwala w dziecku złe nawyki. A gdy chcemy z nich zrezygnować narażamy sie na długie godziny spędzone z krzyczącym niemowlęciem.

Aby tego uniknąć, a także aby do tego nie doprowadzić warto sięgnąć po "Język niemowląt". Autorka w ciekawy sposób opowiada o różnych przyczynach płaczu niemowlęcia i o sposobach na rozpoznanie, czego w danym momencie dziecko chce. Przytacza autentyczne historie rodziców, którzy popełniali błędy takie same jak my, i opowiada jak sobie z nimi radzili.

Radzi wreszcie jak postępować w przypadku utrwaleniu w dziecku złych nawyków, co robić, aby je wykorzenić. Na szczęście i na to są sposoby.

Polecam książkę Tracy Hogg - Dziecięcej Szeptunki wszystkim tym, którzy włśnie czekają na swoje pociechy - dobrze zawczasu wiedzieć, co robić, a czego w żadnym wypadku nie, obcując z dzieckiem. Polecam ją także tym, którzy dziecko już mają i właśnie uczą się jego "obsługi".

No i oczywiscie tym, którzy na gwałt szukają sposobu na opanowanie dziecka, które niepostrzeżenie stało się małym domowym terrorystą.

I wszystkim, którzy zdecydują sie po nią sięgnąć życzę miłej lektury.

poniedziałek, 16 listopada 2009
Kryzys?...

Zmęczenie, spięte mięśnie, ból pleców, ból głowy, rozdrażnienie... Czy to już kryzys?

Krasnal wstaje, karmienie, jakaś tam zabawa, grzechotki idą w ruch, ale ile można potrząsać grzechotką? Płacz, Krasnal powinien spać, a nie chce, ok, śpi, można napić się kawy, a nie, jednak się kręci... Owszem, uśmiecha się słodko, ale głowa jednak boli, kark boli, przydałby się masaż... Czy to już zawsze będzie tak wyglądać? Niby wiem, że nie, ale jednak jakoś trudno mi w to uwierzyć.

I jeszcze On - niby zajmuje się Krasnalem, ale jednak stale nie ma czasu, musi zrobić to, musi zrobić tamto, a teraz jest chory, więc też nie, a może ja zachoruję??? Nie, nie mogę, przecież karmię.. Nie dam rady... Nie, muszę dać radę, przecież trzeba się zająć Krasnalem.

Chciałabym wyjść z domu. Rzeczywiście, czasem wychodzę, ale na krótko, za rzadko, ale częściej lepiej nie, żeby nie zepsuć karmienia piersią. Poza tym On nie zawsze może zostać z Krasnalem, przeciez musi pracować. Wyglądam przez okno. Tam gdzieś pędzą samochody, ludzie jadą do swoich spraw. Gdyby tak można było wsiąść w samochód i jechać gdzieś daleko, nie zatrzymywać się, słuchać muzyki i nie myślec o niczym?

Wiem, wyjadę do rodziców. Na 2 tygodnie. Mówię - wyjeżdżam, potrzebuję złapać oddech, oderwać się, mama mi pomoże. On - Ja Ci pomogę, teraz będę miał więcej czasu. Ja - mówiłeś tak 2 tygodnie temu, i co? To wszystko odbija się na nas. On - uważasz, że wyjazd to jest rozwiązanie? Ja - a widzisz jakieś inne rozwiązanie? On - nie mam czasu się nad tym zastanawiać. Kłótnia, obraza, milczenie. Krasnal płacze, nadszedł czas karmienia.

Pomocy!! Co robić?

Tak to jest kryzys.

sobota, 14 listopada 2009
Krawężniki i inne przeszkody

Od jakiegoś czasu poznaję okolicę z nieco innej strony. Albowiem jako świeżo upieczona matka celebruję spacery z Krasnalem w wózku i, jak się okazuje, zdarza się, że trasy, które kiedyś pokonywałam bez trudu w kilka minut - teraz wymagają  opracowania skomplikowanego planu...

Nigdy dotąd nie przejmowałam się krawężnikami, schodami, wąskimi drzwiami w osiedlowym sklepiku czy windą, którą można użyć zamiast schodów, nieczynną oczywiście. Zwyczajnie nie zauważałam tych wszystkich drobiazgów, może oprócz irytująco nierównych płyt chodnikowych utrudniających chodzenie na wysokich obcasach. Teraz widzę te "drobiazgi" bardzo wyraźnie, doświadczam ich codziennie ostrożnie obwożąc po okolicy leżącego w wózku Krasnala. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że przez większość życia mieszkałam w kamienicy - co z tego, że pięknej, ale bez windy, za to na trzecim piętrze, na które prowadziły wysokie i strome stopnie. Jak moja mam radziła sobie wychodząc z młodszym bratem? Co z wózkiem? No, ale jakoś sobie radziła, musiała, bo przecież na spacer wychodziła codziennie...

W mojej okolicy część chodników jest położona na nowo, niektóre powstały całkiem niedawno, ale większość to jeszcze zabytki z lat którychśtam ubiegłego wieku. Krawężniki, nierówne płyty chodnikowe, wszędzie jakieś schodki. Nie mówiąc o osiedlowych sklepikach, których właściciele uparli się, że drzwi prowadzące do wnętrza tych przybytków wszelkich dóbr będą dla mojego wózka za wąskie. Więc nie kupię bułek, przecież nie zostawię Krasnala na zewnątrz, nie w tych czasach, podobno kidnaping jest w modzie. Ale co tam, radzę sobie, ostatecznie bułki może kupić tato Krasnala, niech ma jakiś wkład.

Tylko, że... naszła mnie refleksja dość uderzająca - co z tymi, którzy nie mają się kim wyręczyć w sprawie tych przysłowiowych bułek?... Co z tymi, którzy nie pokonają tych wszystkich krawężników, schodków, stopni, nie poradzą sobie bez sprawnej windy? Jakoś nieczęsto widuję ich na ulicach, jest ich tak mało, czy jest tak mało tych, którym ma kto pomóc pokonać te wszystkie przeszkody?

Hmm, Krasnal otwiera oczy na wiele spraw dotychczas niezauważanych...

Mały Krasnal

No i stało się.. 2 kreski na teście - tak szybko??

Przecież "staranie" miało trwać dłużej... Miało, ale nie trwało, a więc ciąża, nudności, burza hormonów i wszystkie te ciążowe przyjemności... To już za mną. Niespełna 3 miesiące temu w moim świecie pojawił się Mały Krasnal i nim zawładnął.

A teraz śpi w łóżeczku, śpi słodko, ale zaraz się obudzi i zacznie sie krzyk :) A właściwie na poczatku ostrzegawcze "pokasływanie" :) Przebudzenia są ciężkie, wiem... Czy wszystkie dzieci budzą się z płaczem? Czy powrót ze świata snów do rzeczywstości jest taki straszny? Biorę go na ręce i okazuje się, że jednak tak źle nie jest, a na widok mojej twarzy na buzi Krasnala pojawia się wielki uśmiech. I prawdą jest, że ten uśmiech wynagradza wiele. Bo przeznaczony specjalnie dla mnie, bo nie podszyty żadnym ukrytym zamiarem, bo całkiem szczery i po prostu śliczny. Krasnal zdobywa moje serce.

Patrzę na niego i zastanawiam się - kim będzie, jak potoczy się jego życie? Nagle spadła na mnie odpowiedzialność za to jakim człowiekiem stanie się Krasnal, czy sobie poradzę? A jego zdrowie i bezpieczeństwo też zależą ode mnie. A było tak lekko...

Wstawaj Krasnalu, dziś (wyjątkowo) nie pada, czas na spacer. Krasnal nie lubi się ubierać, ale nie ma wyjścia, nie mieszkamy w tropikach. A świeże powietrze przyda się i jego i mojej głowie.

Wstawaj Krasnalu. No i znowu zaczyna się krzyk...